Na tegoroczny obóz wybraliśmy się do Borowego Młyna, w pobliżu starego, dobrego Lutola Mokrego. Spotkaliśmy się w podobnym gronie: 22 DH, 7 DH oraz 6 HD. Przyjechali również nasi starzy znajomi 46 i 48 WDH.
Prawie codziennie, po obiedzie taplaliśmy się beztrosko, w czystym jeziorku, które miało bardzo bogate życie wewnętrzne ( raki, raczki, oraz różne gatunki ryb ). Wieczorem ustępowaliśmy miejsca łabędziom.
Było, super, czas wolny spędzaliśmy na obrzucaniu się szyszkami oraz na tajemniczych wypadach do lasu i … sklepu odległego o dobre kilka kilometrów. Zawarliśmy też znajomość z właścicielem pobliskiego ośrodka - niestety znajomość niezbyt miłą, ale to długa historia, w którą wtajemniczeni jesteśmy jedynie my oraz Borowy DZIAD.
W dniach służby cały dzień spędzaliśmy w kuchni z Krzysiem - naszym kucharzem, a noce we wspaniałej wartowni wyposażonej w stosy pałatek służących nam jako kołderki. I dzięki temu dobre dwie godziny mogliśmy spędzić na zdrowym śnie na świeżym powietrzu delektując się magicznymi odgłosami rozlegającymi się wokół obozu.

1 komentarz
Witajcie:) Byłem na tym obozie i wspominam go z uśmiechem na twarzy:) Czy ktoś ma może zdjęcia z tego obozu? Jeśli macie do proszę o kontakt na email:) Pozdrawiam:)